Aug 10 2008

Lodowy Szczyt

Podchody do najwyższych szczytów w Tatrach czas zacząć. W piątek dla rozgrzewki była Wysoka. Do Lodowego przymierzaliśmy się kilkukrotnie, ale odwoływaliśmy albo zmienialiśmy plany, ze względu na pogodę. Skład tym razem liczniejszy – oprócz Łukasza i mnie, wraca Maniek, a do tego dołącza Staszek. O 8.00 wyjeżdżamy kolejką na Siodełko, potem dreptanie do Terinki. O ile na dole pogoda była idealna, to od ok. 1400 metrów wchodzimy w chmurę, przez którą od czasu do czasu wygląda krążek słońca, ale widoczność jest bardzo marna. Po 10.00 dochodzimy do schronu, popas, uzupełnienie płynów. Zmieniamy plany – ze względu na brak widoczności – idziemy od Doliny Pięciu Stawów Spiskich, zamiast pierwotnie przewidywanej, trudniejszej orientacyjnie drogi od Lodowej Przełęczy.
Z początku mamy trudności nawet z trafieniem w szlak i później w zakręt za Stawami, ale im wyżej tym się bardziej przejaśnia i więcej widać. Idziemy zboczem Lodowego w kierunku Śnieżnego Szczytu, miejscami po płatach śniegu, w większości jednak po kruchych usypiskach. Po dojściu do pierwszych źlebów (trawiastych) idziemy w pierwszy – po prawej stronie (taką niewielką grańką) – tutaj mieliśmy chwilę zastanowienia, ale co do trafności wyboru upewnił nas przewodnik schodzący z turystami właśnie tym źlebem. Po pewnym czasie żmudnego podejścia, wychodzimy na główną grań. Widok piękny – i w stronę Durnego/Łomnicy/Baranich Rogów, jak i na zachód – Wysoka, Rysy, Jaworowe Turnie. Ubieramy się w uprzęże, wyjmujemy szpej :) Granią w lewo – fajna droga, czasami trzeba użyć rąk, w końcu dochodzimy do legendarnego Konia. Decydujemy się jednak iść bez asekuracji, Koń na długiego nie wygląda, a i jakoś strasznie technicznie też nie :) Idę pierwszy, trzeba usiąść okrakiem na samym początku, potem już tylko balans, to po jednej stronie, to po drugiej stronie i zeskok z dość wysokiej półeczki na zakończenie :) Lufy nie mieliśmy, bo 15 metrów niżej stały chmury, ale podobno tam jest kilkaset metrów na każdą stronę :)
Dalej łatwą granią na szczyt, a tam trójnóg i… znajomi z forum turystyki :) Dużo śmiechu, pamiątkowe zdjęcia i czas schodzić :) W kierunku Lodowej Przełęczy prowadzą dwa warianty – pierwszy, ściśle granią, trudniejszy, po krótkim rekonesansie, najprawdopodobniej wymagający przynajmniej jednego zjazdu. Drugi wariant to lekkie zejście Sobkową Granią/Żlebem, po czym po ok 10 minutach trawersem w kierunku Lodowej Kopy. Niby łatwiejsza, ale na pewno emocjonująca i wymagająca sporo uwagi. W miarę szybko docieramy do Kopy, skąd granią idziemy w kierunku Lodowej Przełęczy. Dalej uciążliwym szlakiem do Terinki i w dół (na ostatnią kolejką oczywiście jesteśmy spóźnieni).
Przy dobrej pogodzie wycieczka piękna, z dawką emocji, natomiast przy problemach pogodowych może nie być za fajnie.
Zdjęć zrobiłem nie za wiele (chociaż oczywiście więcej niż na Wysokiej) – jakoś ostatnio nie mam weny :)
Bliźniacza relacja na forum turystyki górskiej

Tagi: , , , , , ,

Jeden komentarz

Jeden komentarz do “Lodowy Szczyt”

  1. Wielka Korona Tatr | Że niby blogon 18 Sep 2009 at 0:06

    [...] ściśle granią, tylko trawersując około 40-50 metrów poniżej. Lodowy Szczyt z Kopy Lodowej Relacja i [...]

Skomentuj:

Podobne posty

VN:F [1.9.17_1161]
Oceń ten wpis
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Na Czarnym Stawie

Na Czarnym Stawie